Strona jest dopiero w budowie. Brakuje jeszcze wielu zdjęć z ostatnich lat.


Wydaje mi się, że jedną z cech mojej twórczości jest łączenie elementów pozornie ze sobą sprzecznych. Jeden nurt mojej pracy możnaby nazwać dokumentalnym, a drugi konceptualnym, ale są moje prace, gdzie oba te nurty splatają się w sposób niemożliwy do rozdzielenia.

Najbardziej znanym w Polsce moim cyklem fotografii z nurtu dokumentalnego jest "Widok z mojego okna". Ta seria zdjęć otrzymała w 1977 roku Grand Prix w dziale "Fotografia mówi" na najważniejszym wówczas polskim konkursie fotograficznym "Złocisty Jantar". Warto przypomnieć, że ów konkurs, w takiej formie, jaką wtedy przybrał, został wymyślony przez Stefana Figlarowicza. Nagroda ta zaawocowała moją przyjaźnią z ludźmi związanymi z nurtem fotografii dokumentalnej w Polsce, takimi jak wspomniany już Stefan Figlarowicz, Nina Smolarz, Krzysztof Barański czy Andrzej Baturo. Prócz cyklu "Widok z mojego okna" także wiele innych moich prac możnaby wiązać z tym nurtem, jak choćby "Ślady. Warszawa 1977", "Podwórko, czyli teatr z życia wzięty", "Mieszkanie"…

Z drugiej strony stworzyłem wiele prac, które wpisują się w nurt fotografii awangardowej i konceptualnej, takiej jaka rozwijała się w Polsce w latach 70 ubiegłego wieku. W tym miejscu muszę wyrazić moją wdzięczność Jagodzie Przybylak, Zbyszkowi Dłubakowi i Januszowi Bąkowskiemu. Dzięki rozmowom z nimi, dzięki temu, że znalazłem w nich ludzi, którzy zrozumieli co chcę wyrazić swoimi zdjęciach (nie było to takie częste w tamtych latach) mogłem z wiarą we własne siły szukać swojego świata. Moja pierwsza prawdziwa wystawa indywidualna odbyła się w "Małej Galerii", związanej właśnie z nurtem fotografii poszukającej stale nowych środków wyrazu. Jej kierownikiem był wówczas Andrzej Jórczak. Wystawiałem w tej galerii także później, kiedy jej szefem został Marek Grygiel. Wszystkie wystawy, które tam pokazywałem, były premierowe i ważne dla mojego rozwoju.

Chciałbym jeszcze wspomnieć, jak ważnym wydarzeniem był w 1979 roku zakup moich prac do zbiorów łódzkiego Muzeum Sztuki przez panią kustosz Urszulę Czartoryską. Byłem wtedy prawie zupełnie nie znanym młodym fotografem, dopiero zaczynającym swoją drogę twórczą. Fakt, że znawca i niekwestionowany autorytet w dziedzinie sztuki współczesnej, jakim była pani Czartoryska zdecydował się na taki gest był dla mnie bardzo znaczący i podtrzymywał mnie w trudnych momentach.

Około 2000 roku zaczęłem robić zdjęcia jeszcze inne. O tym trzecim nurcie jest mi najtrudniej pisać. Można powiedzieć, że wróciłem do fotografii pojmowanej bardzo klasycznie – portrety, akty, martwe natury. Zająłem się tego rodzaju fotografią nie po to, by powtarzać to, co inni zrobili już lepiej, ale aby wyrazić moje doświadczenia w jeszcze inny sposób.
Ale tych zdjęć jeszcze nie umieściłem na tej stronie. Niektóre z nich są widoczne w formie banerów w górnej części ekranu.

Ale moim "opus magnum", którego może nigdy nie ukończę, pozostaje cały czas "Księga przodków". Jej małe okruchy - takie cykle jak "Nieznajomy, starszy pan z brzuszkiem…", czy "Zdjęcie moich prapradziadków" - już zrobiłem.
Tych zdjęć również jeszcze nie ma na tej stronie. Ale są one widoczne na stronach "Fototapety" (adres w linkach).



 


Z serii "Testament"
Mariusza i Zygmunta
Hermanowiczów
1993 r.